Edukacja na rzepy (2/5)

Edukacja na rzepy – czyli jak uczyć, żeby nie nauczyć

Odnoszę wrażenie, że autorzy podstawy programowej wychowania przedszkolnego i wszyscy ci, którzy uznają, że jest ona słuszna m.in. w zakresie ograniczenia czasu zajęć dydaktycznych, nie rozumieją, czym są zajęcia dydaktyczne, czym jest i czym powinna być nauka w pierwszych latach życia (i nie tylko). Czas upływający od wejścia dziecka do przedszkola aż do końca dnia z założenia powinien być jednym wielkim zajęciem dydaktycznym. Przeliczanie i sprawdzanie, czy dla wszystkich dzieci wystarczy krzeseł w sali, zwracanie uwagi na to, w której ręce trzymamy nóż, a w której widelec, uczenie się piosenki, porównywanie kształtów, malowanie, słuchanie czytanych książek i dyskutowanie na ich temat, zabawy taneczne i mnóstwo innych działań, to są przecież ZAJĘCIA DYDAKTYCZNE!

Można przypuszczać, że przez zwolenników podstawy programowej uczenie się utożsamiane jest z obowiązkiem bądź z karą, a nie z przyjemnością i zaspokajaniem naturalnej dziecięcej potrzeby. Efektem wielkiej troski o zdrowie psychiczne oraz prawidłowy i wszechstronny rozwój dzieci (cokolwiek by to miało znaczyć – jest to najczęściej używany pedagogiczny frazes) są limitowane zajęcia dydaktyczne w przedszkolu trwające nie dłużej niż 1/5 czasu spędzonego w placówce. Wszystko, co może kojarzyć się ze szkołą i jej dydaktycznym obliczem, na tym etapie edukacji jest zakazane! Tajne komplety znane z okupacji, to dzisiejsze realia edukacji przedszkolnej istniejące w wielu placówkach w Polsce. Co roku spotykam się w różnych regionach kraju z kilkoma tysiącami nauczycieli edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej i to właśnie oni mówią o frustracji związanej z obowiązkową realizacją podstawy i „niepisanymi”, aczkolwiek istniejącymi, zakazami.  Nauczyciele w zamkniętych szafkach przechowują podręczniki i ćwiczenia dla pięcio- i sześciolatków. Potajemnie, w obawie przed reprymendą, a nawet utratą pracy uczą dzieci czytania, przekraczają proponowany przez ministerstwo limit czasu wyznaczony na plastyczne, techniczne, czy przyrodnicze zabawy.

Brzmi to jak farsa – „Nauczyciele mają odwagę uczyć!”. Jak farsa, bo przecież misją nauczycieli jest nauczanie, należałoby jedynie dyskutować nad tym, w jaki sposób należy to robić. To tak, jakby fryzjerzy mogli tylko modelować włosy, a strzyżenie byłoby zabronione.  Nauczyciele boją się wizytatorów, metodyków, dyrektorów. Ci z kolei albo są przekonani, że oswajanie dzieci z literami, stawianie im edukacyjnych wymagań to działania szkodliwe i niepotrzebne na tym etapie rozwoju, albo z lęku przed utratą stanowiska realizują zalecenia ministerialne. Obie postawy prowadzą do intelektualnej zbrodni na dzieciach, do blokowania NATURALNEGO potencjału najmłodszych!  Lęk przed poznaniem i zabawą  przedmiotami, zakwalifikowanymi wyłącznie „do użytku szkolnego” w przedszkolu przekłada się na brak czasu na naukę różnych umiejętności i zrozumienie trudnych pojęć podczas nauki w szkole, a efekty lub ich brak są szybko oceniane. Na przykład zeszyt szesnastokartkowy (wg opinii także i niektórych pedagogów) może być dla przedszkolaka tak wielką traumą, że biedactwo jeszcze na emeryturze będzie się z nią zmagać. Prezentowana filozofia ograniczeń nie jest orwellowską wizją, ale (niestety) jest naszą edukacyjną rzeczywistością. Nauka to proces, w którym ważnym elementem jest właściwy czas przeznaczony na oswojenie się z danym tematem, na zabawę, na bezstresowe, (bo niezwiązane z ocenianiem) przygotowanie do szkoły. Jeśli pierwszym zeszytem, w którym trzeba pisać litery w odpowiedniej liniaturze, od góry do dołu, od prawej do lewej, prawidłowo łącząc je, nie zaginając kartek, jest zeszyt w szkole, to nie odbierajmy dzieciom możliwości popełniania błędów.

Pianista w pierwszych latach nauki ma problemy z trafieniem w odpowiednie klawisze, ale są przewidziane w procesie nauki. Niestety, dzieci w szkole zwykle nie mają takiego prawa, najczęściej swój pierwszy zeszyt muszą prowadzić starannie! Bowiem popełnianie błędów jest oceniane jako porażka ucznia, a nie jako bodziec do walki o sukces, inspiracja do eksperymentowania, działania.

Przeczytaj część pierwszą

jbialobrzeska_podpis_black

Comments

comments