Edukacja na rzepy (1/5)

Edukacja na rzepy – czyli jak uczyć, żeby nie nauczyć

Nie ograniczajmy dzieci, dajmy im czas na zrozumienie trudnych pojęć, postarajmy się, żeby „nauka była dla nich jedyną grą, w którą zechcą się bawić”.

Już kilka wieków temu Galileo Galilei stwierdził „Nic mnie nie zmusza, abym wierzył, że ten sam Bóg, który wyposażył nas w zmysły, rozum, intelekt, nie chciał, abyśmy nie zrobili z nich użytku”. Dzisiaj chciałoby się powiedzieć: „Aż trudno uwierzyć, że po czterystu latach wielu pedagogów tworzących  programy, piszących podręczniki, także urzędników oświaty nie chce narażać dzieci na traumę spowodowaną korzystaniem ze zmysłów, rozumu i intelektu! Wystarczy przeanalizować podstawę programową wychowania przedszkolnego i kształcenia wczesnoszkolnego, przejrzeć podręczniki i ćwiczenia pakietów edukacyjnych, żeby zrozumieć, dlaczego w przedszkolu dzieci nie mogą poznawać liter, że na zajęcia dydaktyczne otrzymały limitowany czas – „nie więcej niż 1/5 czasu spędzanego w przedszkolu”, że pierwszoklasiści przez cały rok szkolny są zmuszani do liczenia tylko do dziesięciu! I dalej – większość szkolnych ćwiczeń ogranicza się do bezmyślnego przepisywania, a twórcze samodzielne myślenie wykracza poza ramy programowe i jest niemile widziane.

Warte uwagi są wypowiedzi Glenna Domana (amerykańskiego fizjoterapeuty, twórcy metody rehabilitacji osób z uszkodzeniem mózgu) dotyczące obszarów edukacji: „uczenie się jest najwspanialszą i dającą najwięcej radości grą na świecie. Wszystkie dzieci rodzą się z takim przekonaniem i pielęgnują je, dopóki nie przekonamy ich, że nauka jest ciężką i nieprzyjemną pracą. Niektóre dzieci nigdy nie dają się o tym przekonać i przechodzą przez życie wierząc, że nauka jest przyjemnością i jedyną grą, w którą chcą się bawić”.

jbialobrzeska_podpis_black

Comments

comments